Wyszłam z galerii z szerokim uśmiechem
wymalowanym na twarzy, ale jednocześnie trochę rozczarowana. Powód, dla
którego byłam taka radosna był po prostu jeden. Otóż, na tych zakupach
kupiłam naprawdę wiele rzeczy, które prawie wysypywały się z firmowych
toreb, przez co moje przyjaciółki przyspieszyły mi z pomocą i pomogły mi
w ich rozdzieleniu tak, aby było po równo, a także pomogły mi w ich
noszeniu, bo co jak co, ale to ja kupiłam najwięcej i nie ma co tu dalej
tego ukrywać. Z początku dziewczyny nie były chętne, aby nieść także
moje drobiazgi, ale wystarczyło powiedzieć im o tym, że jutro je gdzieś
zabiorę to od razu zaoferowały się, że poniosą wszystkie moje torby,
przez co szłam z wolnymi rękoma, co mi jak najbardziej odpowiadało.
Cóż, takie to jest życie, gdy ma się bogatych rodziców. I takie
życie mi się podobało. Nie zamieniłabym go na żadne inne. Dzięki temu
wszystkiemu jest się kimś, tak. Zawsze miałam wkoło wielu ludzi, którzy
się przy mnie kręcili. Zdawałam sobie sprawę z jakiego powodu.
Oczywiście, wiedziałam, że to ze względu na pieniądze. Tylko dlatego tak
wiele żerujących rekinów pływało wokół mnie. Jednak mimo wszystko nie
byłam naiwna. Lubiłam to wszystko wykorzystywać, tak samo jak tych moich
„przyjaciół”, którymi się nazywali.
Kiedyś, gdy byłam jeszcze dzieckiem nie powodziło nam się dobrze.
Nam, czyli mnie oraz moim rodzicom. Prawdę mówiąc to ledwo wiązaliśmy
koniec z końcem. Wiedziałam jakie jest to uczucie, kiedy jest się
biednym. Doskonale pamiętałam każdy, nawet najmniejszy szczegół różnych
sytuacji, które niestety przytrafiły mi się . Ilekroć zostawałam
wyzywana od tego, że chodziłam w za małych na mnie bluzkach. Ile razy
inni śmiali się ze mnie z powodu tego, że jako jedyna nie jeździłam z
klasą na różnego rodzaju wycieczki, za które oczywiście rodzice płacili.
Zawsze byłam też taką szarą myszką.
Nie potrafiłam się odezwać, byłam wyciszona, zamknięta w sobie. W szkole
nie miałam nikogo, z kim mogłabym bawić się na przerwach. Podczas,
kiedy inne dzieci bawiły się w chowanego, ja siedziałam zawsze w swojej
ławce ze spuszczoną głową. Włosami przykrywałam swoją twarz tak, aby nie
było jej widać. Dlaczego? Dlatego, aby inni nie widzieli łez, które
zbierały mi się w oczach z tego powodu, że tak bardzo cierpiałam. W
takich chwilach czułam się niechciana i odrzucona. Nie byłam nawet
akceptowana przez innych. A to wszystko chodziło o moją biedotę i o to
jak byłam ubrana.
Później stało się
coś, przez co było inaczej. Moje życie diametralnie się zmieniło.
Nastał taki dzień, w którym szczęśliwy tata wszedł do naszego
niewielkiego domku. Oznajmił nam, że wyjeżdżamy. Wtedy w mojej głowie
panował totalny chaos. „Wyjeżdżamy? Ale jak to? Gdzie? Za co? Przecież
nie mamy pieniędzy!”, właśnie to krzyczała moja podświadomość.
Miałam wtedy czternaście lat. Właśnie w tym wieku przestałam
martwić się na przykład tym, czy będę miała wystarczającą ilość
pieniędzy, aby kupić podręczniki oraz zeszyty, a także inne przybory do
szkoły. Od tamtego momentu nie musiałam martwić się totalnie o nic.
Wreszcie miałam fundusze na nowe ubrania i buty. Posiadałam gotówkę
nawet na to, aby móc pokupować jakieś totalne pierdoły, które później
tylko zalegały schowane gdzieś na strychu pod warstwą kurzu. Po
pierwszych naprawdę ogromnych zakupach, na które wybrałam się wraz z
rodzicami, poczułam się „kimś”, a nie „nikim”. A to wszystko dzięki
mojemu tacie, który nie dość, że po kilku latach szukania naprawdę
bardzo dobrze płatnej i opłacalnej pracy, w między czasie pracując za
marne grosze, w końcu ją znalazł to jeszcze okazało się, że dostał on w
spadku dom, a także pieniądze od swojego przyjaciela, którym się
opiekował, gdyż był on bardzo ciężko chory. W dodatku kumpel mojego ojca
przekazał mu firmę. Z kolei wszystko to Charlie (przyjaciel mojego
taty) dostał w spadku po swoim ojcu, który zginął w wypadku
samochodowym. A kilka dni po tym wydarzeniu zmarł Charlie. Prawda jest
taka, że mój tata miał wtedy naprawdę sporo spraw na głowie. Naprawdę do
tej pory podziwiam go za to jak bardzo musiał być wytrwałymi i silnym
człowiekiem.
Z zamyślenia ni stąd, ni
zowąd wyrwały mnie moje przyjaciółki, na które naprawdę mogłam liczyć.
Poznałam je po mojej przeprowadzce z małego domku do willi w Kanadzie.
Właśnie podczas tych ogromnych zakupów na których byłam z rodzicami.
Dziewczyny pracowały wtedy jeszcze w jednym z butików w tej galerii.
Pomagały mi w wyborze butów. Rozmowa rozwinęła się do tego stopnia, że
nie mogłyśmy wszystkie trzy przestać mówić, bo każda z nas miała co
chwilę coś do powiedzenia, aż w końcu postanowiłyśmy wymienić się
numerami telefonów i już następnego dnia umówiłyśmy się na obiad do
pizzerii.
- Cassie! – wydarły się obie
dziewczyny, na co ja podskoczyłam, bo zupełnie się tego nie
spodziewałam, a one zaczęły śmiać się z mojej reakcji.
- Hm? – mruknęłam, poprawiając swoje włosy.
-
Nadal jesteś taka zrozpaczona z tego względu, że nie kupiłaś sobie tej
fajnej sukienki? – spytała Ashley, na co ja przewróciłam oczami.
- Proszę cię, nie dobijaj mnie z tego powodu jeszcze bardziej – westchnęłam.
Właśnie dlatego byłam rozczarowana. Wydałam wszystkie pieniądze na
zakupy, jakie miałam przy sobie. A przed wyjściem z galerii zauważyłam
naprawdę śliczną sukienkę od Tommy'ego Hilfigera. Byłam nią zauroczona.
Po prostu musiałam ją mieć. Jednak wydałam już wszystkie moje fundusze,
jakie miałam przy sobie. Przyjaciółkom zostało trochę pieniędzy, ale to
oczywiście nie starczyłoby na tę rzecz, która kosztowała ponad trzysta
dolarów.
Oczywiście, dla kogoś kto ma
pieniądze nie stanowiłoby to kłopotu. Wystarczyłoby iść po prostu szybko
do domu, wziąć odpowiednią sumą pieniędzy i po prostu wrócić do sklepu
po ową chcianą rzecz. Może i moi rodzice teraz mieli pieniądze, ale…
Niestety zarówno mama jak i tata ograniczyli mi dostęp do pieniędzy. Nie
mogłam już szaleć na zakupach tak jak kiedyś. Po prostu stwierdzili, że
wydaję zdecydowanie za dużo. I to już nie chodziło nawet o te zakupy.
Po prostu szastałam pieniędzmi na lewo i prawo.
Z kolejnego zamyślenia nie wyrwały mnie tym razem moje przyjaciółki
– Ashley i Madison – a z kolei ktoś grający na gitarze. Nie zwróciłabym
na to w ogóle uwagi, ale ten ktoś zaczął jeszcze śpiewać. I to właśnie
ten głos przykuł moją uwagę. Męski głos. Był taki śliczny, taki…
melodyjny. Po prostu mogłabym słuchać go przez cały czas. To było takie
coś, że chciało się więcej i więcej.
Odwróciłam głowę i mimowolnie przygryzłam wargę. „Nie dość, że głos tego
mężczyzny jest prześliczny to jeszcze jego posiadacz to cholernie
przystojny facet”, pomyślałam sobie. Stanęłam z zachwytu i bardziej
wnikliwie zaczęłam się mu przyglądać. Ubrany skromnie w żółtą koszulkę,
która mogłaby się nawet wydawać, że była na niego trochę za duża. Miał
na sobie również niebieskie spodnie jeansowe, a na głowie takiego samego
koloru czapkę. Na nogach miał założone czarne sportowe buty z białymi
sznurówkami. Siedział na schodach przed Avon Theatre, trzymając gitarę,
na której grał. Przed nim stał pokrowiec na ten właśnie instrument, w
którym dostrzegłam pieniądze.
Pieniądze, pieniądze, pieniądze. Te słowa odbijały się w moich myślach
jak echo. Do głowy wpadł mi pewien pomysł, ale… Kurwa. To wszystko jest
popieprzone. Musiałam mieć za wszelką cenę tę sukienkę, którą sobie
wypatrzyłam, jednak nie miałam pieniędzy… Ale on je miał. I to całkiem
dosyć sporo. Myślę, że w zupełności wystarczyłyby na moją wymarzoną
kieckę. W dodatku Ashley i Madison miały też nieco pieniędzy przy sobie.
Wzięłam głęboki wdech i przymknęłam powieki. Kradłam. Kiedyś już
tak. To było wtedy, kiedy ledwo starczało nam na jedzenie. „Więc skoro
kiedyś już kradłam to chyba nic się nie stanie, kiedy zrobię to po raz
kolejny, prawda? Ten ostatni raz”, pomyślałam.
Otworzyłam oczy i spojrzałam poważnym wzrokiem na przyjaciółki, które patrzyły na mnie, marszcząc brwi.
-
Poczekajcie tu na mnie – powiedziałam, rozglądając się, chcąc się
upewnić czy w pobliżu nie było żadnych innych świadków poza nimi. – Jak
wrócę to po prostu szybko biegniemy do galerii, jasne?
- Co ty kombinujesz, Cassie? – spytała Ashley, trzymając kurczowo moje oraz swoje torby.
Przyłożyłam jej palec do ust na znak, aby po prostu się zamknęła.
Puściłam jej oczko, po czym po cichu odeszłam od zdezorientowanych
dziewczyn, zmierzając w kierunku mężczyzny siedzącego pod teatrem, który
w dalszym ciągu grał i śpiewał jakąś piosenkę. Kiedy byłam na tyle
blisko, by móc stwierdzić, że ma zamknięte oczy, nie powiem, ale
ucieszyłam się. Dzięki temu łatwiej będzie to wszystko zrobić.
Szłam po cichu, uważając przy tym, aby nie wyrządzić żadnego
hałasu, który mógłby spowodować to, że chłopak otworzyłby oczy i
zorientował się, że coś jest nie tak. Jednak, gdy byłam na tyle blisko,
by móc dosięgnąć pieniędzy z pokrowca, stanęłam i spojrzałam na jego
twarz. Był tak bardzo skupiony na tym, co robił, że jego powieki w
dalszym ciągu były przymknięte.
„
To wszystko na moją korzyść
”, mruknęłam do siebie w myślach.
Przykucnęłam i przygryzając wargę, zaczęłam niepewnie wyciągając
wszystkie możliwe pieniądze z pokrowca. Moje serce biło jak szalone.
Bałam się, że nagle otworzy oczy i zobaczy to wszystko. Naprawdę nie
chciałam, aby rodzice musieli odbierać mnie z komisariatu, ale chciałam
mieć tę sukienkę, więc musiałam mimo wszystko zaryzykować.
Kiedy wszystkie banknoty oraz monety były w moich rękach, a w
pokrowcu nie było już totalnie nic, powoli przeniosłam się do postawy
stojącej i zaczęłam się wycofywać, cały czas na niego patrząc. Miał w
dalszym ciągu zamknięte oczy, a jego długie palce nie przestawały
dotykać strun gitary.
Gdy byłam
wystarczająco daleko od niego, szybko podeszłam do przyjaciółek,
pieniądze schowałam do kieszeni od spodni, a dziewczyny złapałam za ręce
i zaczęłam zmierzać w kierunku galerii, ciągnąc je za sobą. Co chwila
zadawały jakieś pytania, jednak ja ich nie słuchałam. „Mam te pieniądze!
Kupię sobie tę wymarzoną sukienkę!”, krzyczałam w myślach ze szczęścia.
Wtedy nie zdawałam sobie w ogóle sprawy z tego, co zrobiłam i jak
dużą cenę będę musiała zapłacić w przyszłości za to wszystko. Bo gdybym
postąpiła wtedy i później w inny sposób to być może wszystko potoczyłoby
się zupełnie inaczej.
Cześć! Mam nadzieję, że rozdział pierwszy tego opowiadania Wam się spodobał.
Pomysł
na to opowiadanie pojawił mi się podczas spania. Po prostu
przyśniła mi się ta fabuła i postanowiłam napisać do niej ff, zwłaszcza z tego
względu, iż mam ją ogólnie rozpracowaną. Wiem jaki jest początek oraz
jaki będzie koniec tego opowiadania, jednak na środek też mam trochę
pomysłów, których z czasem przyjdzie z pewnością jeszcze więcej.
Bardzo
proszę o komentarze, a także gwiazdki, gdyż naprawdę cholernie motywują
do dalszego pisania. Myślę, że drugi rozdział pojawi się za równy
tydzień - w sobotę. Miłego wieczoru!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz